+48 607 380 439 | napisz@magdalenarobak.pl

Historia Zielistki – co mówią małe muszki o zarządzaniu ludźmi?

Wszystko zaczęło się od niewinnej Zielistki (portret na obrazku powyżej). Ładna, odporna, sama rośnie. Idealna roślina dla zapracowanych. Do czasu, aż pojawiły się małe muszki, suche końcówki i gnijący początek liści… Brzmi znajomo? W wielu zespołach dzieje się dokładnie to samo – tylko zamiast liści mamy ludzi, a zamiast doniczki – organizację.

historii Zielistki początki

Kiedyś zasuszyłam kaktus. Nie, nie celowo. Mimochodem. Myślę, że trzeba do tego mieć predyspozycje. Jednak trzy lata temu, gdy przemalowałam ściany w mieszkaniu z jasnej zieleni na „księżycową szarość” zaczęło mi brakować w domu zieleni – koloru spokoju. Pomyślałam „co mi tam, spróbuję, najwyżej nie wyjdzie”. Przeprowadziłam deep research (co przeżyje mój tryb opieki), co bezpieczne dla kota, co zdrowe i oczyszcza powietrze. Po dodatkowych rozmowach w kwiaciarni decyzja padła na dwie rośliny: palma areka (która potem okazała koralową – ponoć łatwo się mylą, gdy są młode) i Zielistka (piszę wielką literą, bo należy się jej, jako bohaterce tej opowieści).

Roślinki zostały kupione, posadzone (specjalne doniczki z odpływami), zaopiekowane. Keramzyt należy dać, żeby był dobry drenaż i zmniejszone parowanie? Dany. Podlewać co tyle i tyle? Wbite w kalendarz, podlewane. Zraszacz do listków? Jest. Rozproszone światło słoneczne? Zielistka w odpowiednim miejscu umoszczona. Raz na jakiś czas myte listki (że niby deszczyk letni je skropił, choć bardziej to była ulewa wiosenna).

Po roku, gdy roślinki przeżyły i na dodatek rozrastały się – zaszlałam i kupiłam dwie następne. Ponieważ poprzednie były nieźle zaopiekowanie, miałam masę sadzonek potomnych i możliwość posadzenia kolejnych egzemplarzy.  Powstał prawie ogródek (5 zielistek + 2 palmy), który rozrósł się do dwóch pokoi i optymistycznie towarzyszył mi także przy biurku zawodowym. Dotychczasowe kaktusy (te, które przeżyły) pierwszy raz miały wianek z kwiatów.

Rozpierała mnie duma 😊 Przez dwa lata.

W okolicy Zielistki pojawiły się pojedyncze malutkie, brązowe muszki. Łatwo było je odgonić. Potem końcówki listków zaczęły podsychać. Łatwo było to sobie wytłumaczyć (zima, sucho jest) i estetycznie przyciąć. Na końcu liście zaczęły brązowieć u nasady, przy dotknięciu niektóre same odpadały. W cudnych pióropuszach pojawiły się łyse placki. To już trudno było zracjonalizować.

Kolejny przegląd wskazał, jak należy postąpić, by próbować uratować mój ogródek – mimo początku stycznia. Szybka wycieczka po nową ziemię, keramzyt i perlit, kilka godzin na podłodze i teraz z niepokojem czekam na moment prawdy: przeżyją czy na wiosnę kupuję nowe.

Gdy mózg ma chwilę odpoczynku (co praca fizyczna wspomaga wspaniale), pojawia się też przestrzeń na bardziej kreatywne przemyślenia. Grzebiąc w ziemi, mieszając perlit z glebą, myjąc uważnie każdy korzeń, przebierając listki jeden po drugim, szorując doniczki – dostałam olśnienia. Przecież to zupełnie tak samo, jak czasem z zarządzaniem ludźmi!

Zielistka w firmie

ziemiórki – drobne sygnały, które widzimy, lecz ignorujemy

U Zielistki najpierw pojawiły się muszki ziemiórki – małe świństwo, wyłażące z larw, które rosną w glebie, przy korzeniach. W firmie są to często drobiazgi, które łatwo zbyć:

  • drobne napięcia,
  • brak poczucia odpowiedzialności („i tak szef poprawi”),
  • kilkuminutowe spóźnienia na spotkania,
  • milczenie ludzi, gdy wchodzi szef.

Łatwo sobie powiedzieć „Nic wielkiego”, „Tak już jest”, „Każdy jest teraz zmęczony”. W doniczce też nic wielkiego – kilka muszek w okolicy. Problem w tym, że małe sygnały rzadko znikają same. Jeśli je zignorujemy, stają się częścią „klimatu” – doniczki albo zespołu. A potem jest gorzej.

suche końcówki liści – widoczny efekt narastającego problemu

Larwy pojawiają się, gdy ziemia jest ciągle wilgotna i nie ma cyrkulacji powietrza. Korzenie nie pobierają wody, zaczynają usychać końcówki liści. W zielistce można uznać to a kłopot estetyczny: wystarczy przyciąć i po sprawie. W zespole „suche końcówki” to sytuacja, gdy pracownicy np.:

  • przestają zgłaszać pomysły,
  • reagują tylko na pilne maile i „wrzutki z góry”,
  • robią minimum – poprawnie, ale bez energii.

Czasem końcówki liści to osoby, które działają na końcu łańcucha dostaw – liderzy/ki liniowi, osoby operacyjne, ludzie na styku z klientem. Usychają – pojawia się przemęczenie, frustracja, cynizm, spadek jakości. Możemy „przyciąć” problem: wysłać ludzi na pojedyncze szkolenie, zmienić narzędzie, dorzucić benefity. Na chwilę wygląda lepiej. Ale prawdziwy problem jest głębiej – w korzeniach i podłożu. Jeśli tam nie sięgniemy, to objawy wrócą, a nawet się nasilą.

gnijąca nasada – gdy rzeczywistość krzyczy STOP

Najbardziej niebezpiecznie jest tam, gdzie nie widać od razu: przy korzeniach, w glebie, u nasady liści. Z daleka roślina jeszcze wygląda całkiem-całkiem: jedne liście podtrzymują inne, więc korona jest gęsta, liście zakrywają powierzchnię ziemi, więc nie widać białego osadu na warstwie ochronnej, jesteś dość daleko, więc nie czujesz błotnistego zapachu gleby. Dopiero przy bliższym spojrzeniu widać chorujące tkanki.

Roślina jednocześnie gnije (wilgoć + brak tlenu) i usycha z pragnienia (korzenie nie pobierają wody). Okazuje się, że można dać „dobro” w sposób, który odbiera tlen.

Jak to może wyglądać w zespole?

  • Nie ma bezpiecznej rozmowy o błędach.
  • Nie można powiedzieć „nie rozumiem”.
  • Ludzie boją się zgłaszać ryzyko i usprawnienia.
  • Koroduje zaufanie.
  • Pojawiają się fizyczne objawy – L4 z powodu wypalenia, psychosomatyka.
  • Feedback jest tylko w jedną stronę (i to na dwóch poziomach: tylko „w dół” i tylko korygujący).

To jest miedzy innymi opis objawów braku poczucia bezpieczeństwa psychologicznego (można to diagnozować – poczytaj o teście TPS dla zespołu i liderów/ek). W rezultacie formalnie coraz trudniej uzyskiwać dobre jakościowo wyniki, zaś liderzy/ki spędzają coraz więcej czasu na gaszeniu pożarów zarówno związanych z wynikami, jak i procesami czy relacjami.

Z zewnątrz – jeszcze wszystko jakoś się kręci. W środku – rzeczywistość krzyczy STOP.

przelana Zielistka – dobre intencje, złe „dawkowanie”

Najciekawsze / najstraszniejsze / naj(dopisz swoje) w historii z Zielistką było to, że krzywdę zrobiłam jej nadmierną, niedopasowaną do jej potrzeb, opiekuńczością. Napisali, że w lato trzeba podlewać raz na tydzień-dwa? Podlewałam. W zimie raz na dwa-trzy tygodnie? Podlewałam. Można nie przesadzać przez opisany w literaturze czas? Nie przesadzałam (przynajmniej z miejsca na miejsce, bo w tym drugim rozumieniu – przesadziłam z kretesem).

W zespołach przelanie wygląda podobnie – stosujemy często swoją wizję „dobrej opieki” nad zespołem i poszczególnymi pracownikami. Pojawia się:

  • nadmiar kontroli, która objawia się kolejnymi raportami, checklistami i narzędziami do monitorowania; lub przeciwnie – zostawienie ludzi samym sobie;
  • nadmiar inicjatyw: projektów, zmian, programów rozwojowych i „akcji motywacyjnych”, które nakładają się na siebie; lub przeciwnie – działanie bez bodźcowania, co też nie sprzyja;
  • nadmiar spotkań, które zabierają czas na wykonywanie właściwej pracy, a rzadko dają przestrzeń na spokojną rozmowę o tym, co naprawdę ważne; lub przeciwnie – brak spotkań w ogóle, bo przecież systemy monitorują wszystko co ważne.

Potem lider/ka widzi „słabszą kondycję” i… dokłada kontroli, inicjatyw, spotkań. Chce dobrze. Tylko, że ludzie – jak Zielistka – nie potrzebują „więcej wszystkiego”. Potrzebują WŁAŚCIWEJ DAWKI. A żeby zaoferować właściwą dawkę – trzeba monitorować aktualny stan i wynikające z niego potrzeby. Szczególnie, gdy Zielistka nie jest blisko Ciebie (czytaj: pracuje zdalnie).

co może zrobić ogrodnik dla Zielistki?

Zielistka nie żyje w schematach – żyje w fizyce i biologii. Nie liczy się, jak często należy podlewać, tylko jak długo ziemia jest mokra. I czego TA KONKRETNA ROŚLINA potrzebuje. A kiedy Zielistka choruje, dobry ogrodnik nie obwinia rośliny, tylko zadaje:

  • Jakie jest podłoże – czy nie jest zbyt ciężkie, zbyt zbite, zbyt mokre, zbyt przesuszone?
  • Ile jest światła – czy nie stoi w przeciągu, w ciemnym kącie albo w zbyt ostrym słońcu?
  • Jak często, w jaki sposób i czym podlewam?
    • test palca – wsunąć palec 2–3 cm w ziemię; jeśli jest wilgotno — nie podlewać,
    • test wagi – podnieść doniczkę; jeśli jest lekka to zwykle jest gotowa na podlewanie,
    • test odpływu – po podlaniu woda ma swobodnie wypłynąć, a nadmiar z osłonki należy wylać.

Lider/ka może zrobić dokładnie to samo z zespołem:

  • Sprawdzić „podłoże”: jasność i jakość zasad współpracy, świadomość priorytetów, uporządkowanie odpowiedzialności i decyzyjności, obciążenie pracą, poziom bezpieczeństwa psychologicznego.
  • Przyjrzeć się „światłu”: jasność celów, spójność komunikatów, miejsce na informacje zwrotne.
  • Zrewidować „podlewanie”: poziom wsparcia vs. kontroli; liczba spotkań, a poziom realnego kontaktu i rozmowy o tym, co ważne; motywatory i demotywatory dla poszczególnych co konkretne osoby motywuje, a co demotywuje oraz co i w jakim stopniu możemy zmodyfikować, żeby na te potrzeby odpowiedzieć.

Czasem trzeba:

  • odciąć gnijące fragmenty – zakończyć działania, które dawno przestały służyć,
  • wymienić podłoże – zmienić sposób pracy, procesy, nawyki spotkań,
  • dać Zielistce odpocząć – zdjąć z zespołu część inicjatyw, zanim dorzucimy kolejne.

porozmawiaj z zespołem o Waszej Zielistce

Nie pytaj zespołu: „Czy wszystko jest w porządku?”, ciesząc się, że słyszysz „Tak, jest ok.”. Zaproś ludzi do wspólnej metafory:

  • Załóżmy, że nasz zespół jest Zielistką. Co w naszej „glebie” Cię wzmacnia, a co osłabia?
  • Jakie „małe muszki” zauważasz u nas – sygnały, które ignorujemy, a które mówią, że coś zaczyna się psuć?
  • Gdzie usychają „końcówki liści” – w jakich obszarach dajemy z siebie tylko minimum, bo warunki nie sprzyjają?
  • Co byłoby naszym odpowiednikiem odpowiedniego nawadniania, wymiany gleby, przycięcia, oczyszczenia korzeni, zmiany miejsca?

Metafora pozwala spojrzeć na zespół jak na system. Łagodzi napięcie, ułatwia mówienie o tym, co trudne oraz zaprasza do współodpowiedzialności za zmianę.

uwaga końcowa – rośliny nie „psują się” nagle

Zielistka nie przestaje rosnąć z dnia na dzień. Gleba nie gnije od pojedynczego przelania. Zespół też nie wypala się w ciągu jednego sprintu. Na początku jest zdrowa roślina. Następnie pojawiają się muszki. Potem schną końcówki. Na końcu gnije nasada. I zostaje pusta doniczka.

Pomiędzy tymi etapami jest (lub nie) nasza uważność, odpowiedzialność oraz chęć i szybkość reakcji.

Pytanie nie brzmi: „Czy z moją Zielistką dzieje się coś złego?”.

Pytanie brzmi: „Na którym etapie jest moja Zielistka – i co zrobię dzisiaj, żeby za kilka miesięcy nadal rosła dumnie, zdrowo i silnie?”.

***

PS. Zdjęcie Zielistki – własne. Dzień po przesadzeniu – czekam z nadzieją, aż „się odbije” 🙂

PS2. Jeśli potrzebujesz bliżej przyjrzeć się swojej Zielistce – mogę Ci pomóc. Zadzwoń lub napisz, porozmawiajmy.

Jeśli masz pytania lub potrzeby związane z rozwojem kompetencji osób, firmy lub w projektach – skontaktuj się ze mną, wesprę Cię.  A jeśli znasz kogoś, kogo ten artykuł może zaciekawić – podziel się. 

Odwiedź także: CleanDynamics.pl – procesy rozwojowe z metaforą  |  QuickWin-Zone.eu – szybkie punktowe rozwiązania dla menedżerów

Użyte na stronie materiały, treści, artykuły i grafiki, których autorzy nie zostali wskazani, są mojego autorstwa (© Magdalena Robak). Treści ze strony są dostępne na licencji CC BY-NC-ND, o ile nie napisałam inaczej. Będę wdzięczna jeśli to uszanujesz i wskażesz źródło, jeśli je wykorzystasz lub udostępnisz. Wzorzec do obrazków z ludkami – pixabay.com (licencja CC0). Szablon Wordpress – Anders Norén. Wykonanie strony: Magdalena Robak, własnymi rękami (wsparcie programistyczne – Zoltan Multimedia) 🙂